Nad udzieleniem odpowiedzi na powyższe pytanie głowiły się duńskie organy podatkowe. W analizowanym stanie faktycznym, niemiecka spółka zatrudniła przedstawiciela handlowego mieszkającego na stałe w Danii. Zdaniem tej osoby był kontakt z duńskimi klientami spółki niemieckiej. W celu realizacji zadań, duński przedstawiciel handlowy poszukiwał w internecie potencjalnych klientów dla spółki niemieckiej oraz korzystał z baz izb handlowych. Powyższe czynności przygotowawcze mógłby być wykonywane przez przedstawiciela bezpośrednio z jego duńskiego domu. Spółka niemiecka nie zwracała żadnych kosztów związanych z używaniem domu przez przedstawiciela handlowego w celu wykonywania przez niego zadań służbowych.

Przedstawiciel handlowy odwiedzał biura duńskich klientów, przedstawiał informacje o niemieckiej firmie i jej produktach oraz badał potrzeby klientów. W niektórych przypadkach otrzymywał od duńskich klientów zamówienia na produktu niemieckiej firmy. W przypadku standardowych maszyn, przedstawiciel handlowy mógł oferować klientom te maszyny na podstawie cen ustalonych wcześniej przez niemiecką firmę. We wszystkich pozostałych przypadkach przedstawiciel handlowy przekazywał wymagania duńskich klientów do siedziby niemieckiej firmy. Niemiecka firma, bezpośrednio z Niemiec, procesowała takie wnioski.

Duński Urząd Skarbowy zauważył, że przedstawiciel handlowy nie miał uprawnień do negocjowania umów z duńskimi klientami (z wyjątkiem przedstawiania standardowych ofert w przypadku standardowych produktów). Wszystkie warunki umowy, klauzule, ceny były negocjowane bezpośrednio przez niemiecką firmę. Chociaż niemiecka siedziba firmy negocjowała warunki z duńskimi klientami, przedstawiciel handlowy pomagał niemieckiej centrali, ponieważ władał językiem duńskim. Przedstawiciel handlowy przekazywał również oferty klientom w Danii

Jeśli duński klient potrzebował specjalnego wyposażenia, wtedy niemieccy pracownicy uczestniczyli w spotkaniach w Danii. W takim przypadku to niemieccy pracownicy zarządzali procesem składania ofert. Niemiecka firma wystawiała faktury duńskim klientom a VAT był rozliczany na zasadzie reverse charge.

Niemiecka firma zatrudniała również technika w Danii w celu złożenia i uruchomienia sprzętu w siedzibie duńskich klientów. Niemiecka firma nie obciążyła klientów takimi dodatkowymi kosztami. Podczas okresu gwarancyjnego (bez dodatkowych opłat) technik wykonał również niewielkie naprawy i przeprowadził prewencyjną konserwację za opłatą.Technik otrzymał wszystkie instrukcje od niemieckiego działu technicznego ulokowanego w Niemczech. Dział ten analizował problemy techniczne i wydawał niezbędne instrukcje technikowi. W przypadku skomplikowanych problemów technik otrzymywał wsparcie od starszego personelu technicznego z Niemiec.

Niemiecka firma nie prowadziła magazynu w Danii w celu przechowywania produktów lub części zamiennych. Rzeczy te były wysyłane bezpośrednio z Niemiec.

Argumentacja spółki niemieckiej

Niemiecka spółka twierdziła, że wyżej wymieniony układ nie spowodował powstania jej zakładu podatkowego w Danii. Niemiecka firma twierdziła , że prace które przedstawiciel handlowy wykonał w domu, mogłyby być również wykonywane w samochodzie za pomocą laptopa lub telefonu komórkowego. Zadania te nie wymagały więc ustanowienia stałego biura.

Z drugiej strony, zdaniem duńskich organów podatkowych (SKAT), definicja "stałego zakładu" była wystarczająco szeroka, aby obejmować wszelkie obiekty znajdujące się w dyspozycji niemieckiego przedsiębiorstwa.

Duńskie organy podatkowe wskazały również, że w domu przedstawiciela handlowego (pracownika) uważanego za zakład podatkowy niemieckiej firmy nie było konieczne, aby pomieszczenia te znajdowały się w dyspozycji niemieckiego przedsiębiorstwa. (Jak zostało omówione w dalszej części tego artykułu, był to niedorzeczny argument). W stanowisku duńskich organów podatkowych bardziej istotny był fakt, że przedstawiciel handlowy regularnie wykonywał określone prace (takie jak wyszukiwanie w internecie) z domu.

Ponadto duńskie organy podatkowe twierdziły, że wspomniane powyżej zadania wyszukiwania internetowego stanowiły podstawową działalność firmy niemieckiej w Danii. Nawet ten pogląd wydaje się wątpliwy, gdyż takie działania wydają się raczej być czynnościami o charakterze przygotowawczym lub pomocniczym i nie powinny powodować powstania zakładu podatkowego.

Stanowisko duńskich organów podatkowych

Duńska Izba Skarbowa zgodziła się z duńskimi organami podatkowymi (SKAT) i stwierdziła że niemiecka firma miała zakład podatkowy w Danii.

Duński Urząd Skarbowy uznał, że niemiecka firma nie ma oddziału, biura ani innego miejsca prowadzenia działalności w Danii. Przedstawiciel handlowy oraz technik wykonywali pracę w Danii bezpośrednio w siedzibie klienta (z wyjątkiem tego, że przedstawiciel handlowy przeprowadził pewne wstępne wyszukiwanie w internecie z domu). Niemiecka firma nie dostarczyła żadnych narzędzi dla przedstawiciela handlowego i technika.

Duńska Izba Skarbowa zauważyła również, że do obowiązków przedstawiciela handlowego należały również podróże służbowe i że ilość tych podróży była znaczna. Właściwie, podstawowym zadaniem przedstawiciela było właśnie odwiedzanie biur różnych klientów w Danii.


Czy duńskie organy podatkowe miały rację?

Moim zdaniem podejście zaprezentowane przez duńskie organy skarbowe jest błędne, co najmniej, z dwóch względów. Po pierwsze, duńskie organy podatkowe nie udowodniły na podstawie "testu dostępności" ważnego warunku istnienia zakładu zagranicznego, zgodnie z którym dom przedstawiciela handlowego musiał znajdować się w dyspozycji spółki niemieckiej. Po drugie, działalność polegająca badaniu rynku prowadzona przez przedstawiciela handlowego w jego domu była raczej działalnością przygotowawczą lub pomocniczą. Z tego względu działalność ta nie mogła prowadzić do powstania zakładu niemieckiej firmy w Danii.